Napięcia geopolityczne w rejonie Bliskiego Wschodu ponownie kierują uwagę rynku na bezpieczeństwo globalnych szlaków handlowych. Konflikty w pobliżu strategicznych akwenów, takich jak Zatoka Perska czy Morze Czerwone, mogą w krótkim czasie wpływać na koszty transportu, dostępność ochrony ubezpieczeniowej oraz ocenę ryzyka przez rynek ubezpieczeń morskich.
Sytuację tę w kilku publikacjach gospodarczych i branżowych komentuje Wojciech Janowski – broker ubezpieczeniowy i ekspert ds. zarządzania ryzykiem, założyciel oraz prezes Kancelarii Brokerskiej Janowski i Wspólnicy. Od wielu lat doradza przedsiębiorstwom w zakresie ubezpieczeń korporacyjnych i specjalistycznych, ze szczególnym uwzględnieniem ubezpieczeń transportowych, cargo oraz ryzyk związanych z handlem międzynarodowym. W swojej pracy zajmuje się analizą ryzyka, konstrukcją programów ubezpieczeniowych dla przedsiębiorstw oraz wsparciem firm działających w międzynarodowych łańcuchach dostaw.
W komentarzach dla mediów ekspert zwraca uwagę, że wpływ sytuacji geopolitycznej na koszty ubezpieczeń transportowych należy rozpatrywać w dwóch obszarach.
Standardowy rynek ubezpieczeń cargo, obejmujący ochronę ładunku w transporcie, pozostaje nadal konkurencyjny i stabilny. Inaczej wygląda jednak sytuacja w przypadku tzw. rynku war-risk, czyli ubezpieczeń ryzyka wojennego w transporcie morskim. Ten segment reaguje znacznie szybciej na eskalację konfliktów i napięć w rejonach kluczowych szlaków żeglugowych.
Jak wskazuje ekspert, po ostatniej eskalacji napięć wokół Iranu część armatorów i ubezpieczycieli zaczęła ograniczać lub zawieszać ochronę war-risk dla rejonu Zatoki Perskiej i wód przyległych. Jednocześnie pojawiły się sygnały o możliwych wzrostach składek nawet o 50–100% dla wybranych tras.
Nie jest to jednak zjawisko zupełnie nowe. Już wcześniej, po atakach na statki handlowe w rejonie Morza Czerwonego, koszty ubezpieczenia przewozów przez ten obszar wzrosły z około 0,3% do około 0,7% wartości statku, a w niektórych przypadkach sięgały nawet 1% wartości jednostki. Pokazuje to, że mechanizm dostosowywania cen do ryzyka – tzw. repricing – funkcjonuje na rynku ubezpieczeń transportowych od dawna, a kolejne napięcia geopolityczne jedynie go wzmacniają.
Według Wojciecha Janowskiego nowością nie jest samo istnienie zagrożenia, lecz skala i częstotliwość kolejnych eskalacji w rejonach strategicznych szlaków żeglugowych. Każde takie wydarzenie może powodować wzrost kosztów ochrony ubezpieczeniowej, ograniczenia dostępności ochrony lub skrócenie horyzontu akceptacji ryzyka przez ubezpieczycieli.
Dla firm działających w handlu międzynarodowym oznacza to, że podstawowa polisa cargo może pozostać względnie stabilna, natomiast koszt rozszerzenia ochrony o ryzyka wojenne lub koszt konkretnej podróży przez dany akwen może wzrosnąć bardzo szybko.


Szerszy kontekst oraz pełny komentarz naszego eksperta można znaleźć w publikacjach medialnych: